Biskup polecił im modlić się szczególnie o świętość rodzin oraz o powołania kapłańskie. Na trasę wyszło ok. 200 pątników.
Pielgrzymi przejdą w sumie ponad 400 km. Do Częstochowy dotrą 13 sierpnia. Po drodze m.in. nawiedzą w Gnieźnie grób św. Wojciecha, patrona diecezji koszalińsko-kołobrzeskiej.
- Idzie się po to, żeby ofiarować coś od siebie. Im więcej jesteśmy w stanie dać, tym nasze serce robi się piękniejsze – mówi bp Wacław, kiedyś wieloletni przewodnik diecezjalnej pielgrzymki. – Kościół potrzebuje różnych form pobożności i przestrzeni do szukania relacji z Bogiem. Pielgrzymka pozwala oderwać się od codzienności i wejść w klimat modlitwy. Wysiłek, który trzeba włożyć w wędrowanie uczy miłości trudnej i jeśli ktoś na serio traktuje ten czas, to faktycznie może z tej pielgrzymki wyciągnąć inspirację do podejmowania trudów życia, szukania Pana Boga i miłowania bliźniego – dodaje biskup pomocniczy.
Bp Wacław polecił pielgrzymom dwie szczególne intencje w imieniu całej diecezji. Prosił ich o modlitwę za rodziny, o świętość i jedność dla nich. Jak zauważył ideologie przeciwne rodzinie niszczą ją i są dla niej zagrożeniem. Prosił też o modlitwę w intencji powołań kapłańskich.
Od wielu lat koordynatorem diecezjalnej pielgrzymki jest ks. Marcin Kościński. – Ona sama w sobie zawsze ma ten sam nurt, tzn. jest wydarzeniem religijno-pokutnym, skierowanym na Pana Boga. Tym razem przyświeca nam też hasło roku duszpasterskiego „Uczniowie-misjonarze”. Jezus posyła uczniów, aby głosili Ewangelie, dlatego podobnie i my, Jego uczniowie, w czasie pielgrzymki zatrzymujemy się przy naszym Panu, a po tych 13 dniach będziemy posłani. Wrócimy do domu, pracy, szkoły i będziemy chcieli, umocnieni doświadczeniem pielgrzymki, dzielić się nim wszędzie tam, gdzie na co dzień funkcjonujemy – mówi duszpasterz.
Także i tym razem wśród pątników są ci, którzy wybierają się w drogę któryś raz w życiu oraz pielgrzymkowi debiutanci. Jedną z nich jest Lucyna Piwowarczyk z Piły, która na trasie melduje się po raz pierwszy. – Nie wiem, co mnie czeka, ale czuje się podekscytowana i niczego się nie obawiam. Zawsze chciałam iść, ale nigdy jakoś się nie udawało. Ostatnio jeszcze bardziej zbliżyłam się do Pana Boga, chciałabym więc mocniej Go doświadczyć – mówi.
Ksawier Kaczyński ze Świdwina idzie po raz piąty. - Poza aspektem duchowym pielgrzymka daje mi poczucie spokoju. Udaje mi się zrobić reset głowy. Cieszę się też, że mam tutaj wokół siebie tylu wspaniałych ludzi.
Małgorzata ze Szczecinka postanowiła udać się na szlak po raz drugi. Tak motywuje decyzję powtórzenia doświadczenia z zeszłego roku: – Na pielgrzymce panuje specyficzna atmosfera, za którą tęskni się potem przez cały rok. Tęskni się za tą jednością, wspólną modlitwą, konkretnymi osobami. Ale najważniejszy jest sam moment wejścia na Jasną Górę. Jest to taka bardzo podniosła chwila, uczucie, które ciężko opisać, po prostu szczęście. A w ogóle pielgrzymka jest jakimś stanem ducha, który daje poczucie spełnienia. To nie jest taka po prostu zwykła wędrówka, czy sposób na spędzenie wakacji. To jest po prostu święto.